[RECENZJA] NU’EST W – „WHO, YOU”

Witajcie! NU’EST W – podgrupa NU’EST powraca z drugim mini albumem „WHO, YOU”! Tym razem znów nie zawodzi i wydaje 6 utworów, w których tworzeniu brali czynny udział członkowie zespołu.

NU’EST przed udziałem w „Produce 101” i w trakcie trwania programu walczyło o możliwość pozostania zespołem. Dzięki zyskanemu rozgłosowi i wsparciu fanów znów możemy słuchać muzyki od nich i patrzeć, jak dobrze radzą sobie podczas promocji jako NU’EST W – czteroosobowej podgrupie bez Minhyuna, który obecnie jest członkiem Wanna One.

Tytułowa piosenka „Dejavu” została napisana przez członków Baekho i JR oraz Bumzu – producenta Pledis. Dlatego też pierwsze wejście wokalu w „Dejavu”, a nawet nucenie Rena kojarzy się mocno ze stylem muzycznym Seventeen. Barwa głosu Baekho i dalszy kierunek, jaki obiera melodia odbiegają jednak od konceptu ich młodszych kolegów z wytwórni. Piosenka na początku nie urzeka, aż do pierwszego refrenu, przy którym pojawiają się zmysłowe basy. Po „Where You At” w tym miejscu można by spodziewać się mocnego wejścia w brzmienie EDM, ale tym razem NU’EST postawiło na nutę tajemniczości. Całość przypomina utwór Charlie’ego Putha„Attention”, który charakteryzuje ten sam zabieg muzyczny. „Dejavu” przez cały czas swojego trwania zdaje się rozwijać, aby znów opaść, co może być nieco niesatysfakcjonujące. Na pewno jest to efektywne, ale ta powściągliwość ogranicza to, jak piosenka oddziałuje na słuchacza. Latynoski całokształt utworu sprawia, że pozostaje on w głowie, mimo nie bycia czymś „szałowym” po pierwszym przesłuchaniu.

Mimo że najmocniejszy wokalista w NU’EST W to zdecydowanie Baekho, refren „Dejavu” jest wykonywany przez Arona. Stanowi to miłą odmianę i eksponuje całkiem ciekawy wokal Arona. Moją uwagę zwróciło zdecydowanie nucenie Rena, które jest moim zdaniem jedną z ciekawszych części tej piosenki pod względem melodycznym. Ma w sobie duży ładunek „tajemniczości”, którą NU’EST W upakowało w piosence.

„Dejavu” traktuje oczywiście o cofaniu w czasie i widzeniu czegoś po raz kolejny. Zjawisko „deja vu” zostało potraktowane jako miejsce, do którego podmiot pragnie wrócić, aby móc widzieć osobę, za którą tęskni. Cały koncept tekstu pasuje mi bardzo na fabułę jakiegoś postapokaliptycznego lub fantastycznego anime. Ponadto czasem, czytając słowa „Dejavu” mam wrażenie, że podmiot zwraca się do siebie samego z różnych czasów i przestrzeni, a nie do osoby, którą darzy uczuciem. Jest to jednak tylko luźna koncepcja, która może wynikać z moich słabych umiejętności interpretacyjnych.

Teledysk po prostu zachwyca. Od kilku comebacków NU’EST prezentują naprawdę estetyczny kontent na tym polu. MV do „Dejavu” jest umiejscowione w pewnym rodzaju alternatywnego wszechświata. Oczywiście samo wykonanie zasługuje na brawa, ponieważ ujęcia i gra światła to mistrzostwo. Zawiera elementy magiczne (jak na przykład ruchomy tatuaż na ręce zamaskowanej postaci na samym początku), sceneria jest stylizowana w pałacowym/arystokratycznym klimacie, ale pojawia się także, co prawda dziwnie zbudowany, ale jednak telewizor, w którym widać (towarzyszący członkom przez cały teledysk) kompas z inicjałami ich imion zamiast kierunków. JR widoczny jest przy stole alchemika; ta scena dodaje jeszcze więcej tajemniczości do MV. Teledysk nie oddaje jedynie scen, on zdaje się kreować cały wszechświat, w którym znajdują się członkowie. Reżyserowi udaje się idealnie wytworzyć efekt, pozwalający nam powiedzieć, że „tego jeszcze nie widzieliśmy”.

Ciekawym i śmiesznym aspektem jest teledyskowa koza, zwracające uwagę na siebie ze względu na swoje… raczej nieoczekiwane pojawienie się. Podczas showcase członkowie zostali zapytani o to, komu najgorzej szło nagrywanie. Wszyscy zgodnie odpowiedzieli, że była to koza. Myślę jednak, że mimo wszystko wyszła w teledysku całkiem korzystnie.
Teledyski NU’EST zawsze były moimi ulubionymi w k-popie, nawet debiutanckie „Face”. Obecnie „Dejavu” plasuje się wysoko, o ile nie na szczycie listy moich ulubionych MV.

Album „WHO, YOU” nie zaskoczył mnie po pierwszym przesłuchaniu i nadal sądzę, że „W, HERE” bardziej mi się podoba. Jednak mimo to najnowszy mini album NU’EST W ma swój klimat, a każda zawarta w nim piosenka może być określona mianem dobrej. Wysokie partie Baekho w „Polaris” bardzo przypadły mi do gustu, podobnie jak te w „Shadow”, które ma niesamowity instrumental. Właściwie wszystkie piosenki z „WHO, YOU”, włączając w to „Dejavu” posiadają urzekający podkład.
Zdecydowanie moim ulubionym utworem z albumu staje się „Gravity&Moon” z cudownym refrenem. Zaraz za tą piosenką stawiam „Ylenol”, które zjednało sobie mnie tekstem i przyjemnym klimatem. „Signal”, otwierające krążek podoba mi się pod względem tematycznym. JR ma dużo partii w tej piosence, rozłożonych równomiernie. Uważam, że przyjemnie słucha się jego głosu i dlatego cieszy mnie, że nie został ograniczony do standardowej jednorazowej partii rapu.

W ogólnym rozrachunku ten comeback NU’EST W zdaje się być na podobnym poziomie, co poprzedni. Z pewnością nie uda mi się przez długi czas usunąć melodii „Dejavu” z głowy. NU’EST W świetnie radzi sobie bez Minhyuna i jest dobrą okazją do pokazania umiejętności wokalnych Rena i Arona. Mimo to czekam na powrót NU’EST w pełnym składzie!

Do zobaczenia w kolejnych recenzjach! Dajcie znać w komentarzach, co myślicie o „Dejavu” oraz całym albumie!


W MOIch planach:
DAY6 – „SHOOT ME: Youth Part 1”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *